A A A
  • www.gazetaregion.pl
    www.gazetaregion.pl

Recenzje


A JAKBYŚMY TAK ZAGRALI O DUSZYCZKĘ?

Recenzja Igraszek z diabłem Jana Drdy w reżyserii ks. Mirosława Wądrzyka

Grupa teatralna mieszkańców gminy Brzeszcze, kierowana przez ks. Mirosława Wądrzyka, podjęła się nie lada zadania – inscenizacji jednego z najzabawniejszych i najchętniej oglądanych czeskich dramatów, Igraszek z diabłem Jana Drdy. Wybór tego, a nie innego dramatu okazał się strzałem w dziesiątkę. Bo, który ze śmiertelników nie chciałby choć przez chwilę poigrać z diabłami „wszystkich kategorii”, zobaczyć na własne oczy, jak wygląda piekło i przekonać się na własnej skórze, czy „z tym ogniem piekielnym to tylko babskie gadanie”? I tak – ku radości reżysera i aktorów – sala widowiskowa Ośrodka Kultury w Brzeszczach wypełniła się po brzegi. Widzowie z niecierpliwością oczekiwali na rozpoczęcie spektaklu. Kiedy napięcie sięgnęło zenitu, kurtyna rozsunęła się i na scenę żwawo wkroczył główny bohater, Marcin Kabat – zupełnie nieświadomy przygód, jakie go spotkają...

Tak właśnie rozpoczyna się „piekielnie” dowcipna, pełna baśniowych motywów komedia, w której to postacie realne i fantastyczne toczą bój o ludzkie dusze. Rzeczywistość miesza się więc z fikcją, elementy sacrum z elementami profanum, niewinność z pokusą, grzech z nawróceniem. Mimo iż bohaterowie są wyraźnie podzieleni na tych dobrych i na tych złych, to nawet czarty budzą szczerą sympatię. Bo jak tu nie polubić „wsiowych” diabłów z Czarciego Młyna (Wojciech Andrzejczak i Jan Stopa) grających w „mma... mariasza”, czy też samego księcia piekieł Belzebuba (Mirosław Wądrzyk/ Aleksander Wądrzyk) spragnionego snu i „dziewicych dusycek”? Należy jednak podkreślić, że sympatia i uśmiech płynące ze strony widzów, nie są tylko i wyłącznie wynikiem konstrukcji literackiej. Duża w tym zasługa aktorów, którzy bardzo dobrze wyczuli proporcje komizmu i powagi, nadając swoim bohaterom wyraziste cechy. I tak Marcin Kabat (Roman Pomietlarz) jawi się jako mądry, uczciwy i dzielny człowiek – gotowy stanąć w obronie każdego, kogo spotka krzywda. Lucjusz (Adam Łukawski), nieco zagadkowy „magister nauk tajemnych”, pełen jest czarciego uroku. Sarka-Farka (Stanisław Moroń) zaś to prawdziwy zbój, w którym drzemią głęboko ukryte pokłady dobra. Scholastyk (Janusz Hałat) to świętoszkowaty obłudnik, skrzętnie ukrywający swoją prawdziwą naturę. Z kolei Kasia (Anita Andreas) jest prostą, ale rozumną, wygadaną i sympatyczną dziewczyną, która – podobnie jak królewna Disperanda (Ewa Piwowarczyk) – gotowa jest oddać duszę diabłu, byle tylko stanąć na ślubnym kobiercu. A Teofil (Rafał Skrzypaszek), jak na prawdziwego anioła w glanach przystało, jest po prostu boski. I choć na pierwszy rzut oka wszystkie postacie wydają nam się dobrze znane, to w spektaklu ks. Wądrzyka zyskują zupełnie nowy charakter – są oryginalne i naprawdę zabawne, a każdy aktor wnosi na scenę inny rodzaj energii. Jednak przedstawienie teatralne nie sprowadza się tylko do gry aktorskiej. Dlatego warto wspomnieć o niezwykłej formie scenicznej tego widowiska. Rozmach inscenizacyjny, uroda plastyczna (piękna scenografia Małgorzaty Moroń-Kuźmińskiej, charakteryzacja aktorów wykonana przez Annę Czopkiewicz i Urszulę Foksińską, gra świateł Janusza Kajzara, efekty specjalne Jana Pomietlarza i Dawida Jawora) oraz muzyka (przygotowana przez Bartłomieja Kołodzieja) sprawiają, że świat przedstawiony, barwne i komiczne sceny na długo pozostają w pamięci.

Grupa teatralna mieszkańców gminy Brzeszcze stworzyła żywiołową, pełną dobrodusznego humoru komedię, pokazując jak z pasją i zaangażowaniem można bawić się teatrem – bawić się życiem w ogóle. I choć niebo i piekło nieustannie toczą bój, to ani na chwilę nie odrywają widzów od realnych, ludzkich spraw. Dlatego też spektakl ten ogląda się z przyjemnością. Wszystkich, którzy są ciekawi, jakie to przygody spotkały Marcina Kabata, czy szlachetność i bezinteresowność wygrały z pychą i obłudą, serdecznie zapraszam na Igraszki z diabłem w reżyserii ks. Mirosława Wądrzyka. Myślę, że standing ovation – po każdym przedstawieniu – mówi sama za siebie. Nic dodać, nic ująć. Po prostu – polecam.

Agnieszka Kobiałka